Materiał udostępniony za zgodą Autora Moje Dni z Żołnierzami Wyklętymi. Dziękujemy!
a
Dzień DCCXIV (714): Ppor. Emil Cupryś vel Jerzy Lewandowski, ps. „Łoś”, „Sowa”, „Hardy”
a
“Nagle w okolicy ogródka jordanowskiego, w miejscu zburzonej żydowskiej bożnicy, rozległo się kilka strzałów. Trafiły one w plecy uciekającego Cuprysia. Ugodzony został w momencie skoku przez niewysoki płotek. Ubek, który go zastrzelił, cały się trząsł. Kiedy Cupryś padł, dobiegli do niego ubecy i go przeszukali. Widziałem, jak z jednej z kieszeni wyciągnęli ryngraf z Matką Boską i orłem w koronie.” Nasz Bohater urodził się 2 stycznia 1925 r. jako syn Ludwika i Bronisławy, z domu Kotula. Miał brata Józefa i trzy siostry. Szkołę powszechną ukończył w Siedliskach, naukę kontynuował w rzeszowskim gimnazjum. Był zdolnym i pilnym uczniem, o czym świadczą stopnie na jego świadectwach. Naukę przerwał wybuch wojny, jednak wkrótce Emil zaczął uczęszczać na tajne komplety. W 1941 r. wstąpił do Związku Walki Zbrojnej AK. Został przydzielony do placówki w Boguchwale. Od tego czasu, w ramach zadań zleconych przez komendanta Józefa Klimczaka ps. „Piwko”, Cupryś prowadzi akcje sabotażowe oraz ulotkowo-propagandowe w Rzeszowie i okolicach. W 1942 r. wstępuje do konspiracyjnej szkoły podoficerskiej, a po jej ukończeniu – do konspiracyjnej szkoły podchorążych piechoty. W 1944 roku kończy tajną szkołę średnią, uzyskując świadectwo dojrzałości, oraz zdaje z wyróżnieniem wszystkie egzaminy w szkole podchorążych. Zostaje mianowany drużynowym w placówce w Boguchwale. Wraz ze swoją drużyną bierze udział w akcji „Burza” w ramach 24 Dywizji Piechoty AK. Podczas walk o Tyczyn zdobywa cekaem, amunicję i bierze jeńców. Po raz drugi wyróżnia się w walkach z oddziałami sowieckimi o Rzeszów. Przez spryt i zaskoczenie zdobywa motocykl z przyczepką RKM, amunicję oraz bierze jeńców. Podczas tych walk ginie jego dowódca, Józef Klimczak ps. „Piwko”, wraz ze swoim zastępcą. Na czas walk dowodzenie nad plutonem przejmuje Cupryś. Sprawuje je aż do uporządkowania oddziałów po walce w Rzeszowie. Rozkazem dowództwa Podokręgu Rzeszów AK Cupryś zostaje awansowany na podporucznika i mianowany zastępcą dowódcy plutonu. W sierpniu 1944 r. oddział Emila Cuprysia, kierując się na odsiecz walczącej Warszawie, zostaje otoczony i rozbrojony przez oddziały sowieckie. Pod groźbą wywiezienia w głąb Rosji – partyzantów wcielono do oddziałów Berlinga. Cupryś zostaje skierowany na krótki przyfrontowy kurs dla oficerów, a po jego ukończeniu – w stopniu podporucznika wysłany na front. Wykazuje się bohaterstwem w walkach na Wale Pomorskim, gdzie odnosi rany i trafia do szpitala. Tam dowiaduje się, że NKWD wyłapuje członków AK i wraz z grupą podobnie jak on zagrożonych ucieka z wojska ludowego, kierując się w lasy koszalińskie. Po drodze dołączają do niego inne grupy polskich żołnierzy, którzy działali w AK. Cupryś tworzy uzbrojony oddział działający pod kryptonimem „Żandarmeria Polowa”. Pod jego dowództwem oddział prowadzi walkę z Sowietami gwałcącymi kobiety i rabującymi polskie mienie. Odbiera im bydło, konie i inny inwentarz pędzony do Rosji. Jego oddział działa w okolicach Bydgoszczy – w powiatach sępoleńskim i złotowskim. W lipcu 1945 r. „Żandarmeria Polowa” zostaje zdemaskowana przez NKWD i UB; cała grupa zostaje aresztowana. Cupryś trafia do więzienia w Bydgoszczy, o czym w liście z 2 września 1945 r. informuje jego rodziców znajoma z Sypniewa, Melania Bartkowska: „Bardzo mi przykro, że będę musiała udzielić państwu takich informacji. Dnia 18 lipca 1945 został syn państwa wraz z całym oddziałem aresztowany i obecnie znajduje się w Bydgoszczy. Korespondować z nim nie wolno ani odwiedzać. Mamy jednak odpowiednie znajomości i za ich pośrednictwem dowiadujemy się, co z nim dzieje. Raz nawet pozwolono jemu coś podać. Ostatnie wiadomości mamy od 4 dni. Jest zdrowy i ma nadzieję, że niedługo zostanie zwolniony. Już dużo żołnierzy wróciło, lecz dla niego o tyle gorzej, że był dowódcą. Mam zamiar z jedną wpływową osobą pojechać do niego i dostarczyć mu trochę prowiantu. Będzie to tylko drobnostka w porównaniu z tym, co on zrobił dla drugich. Lecz nic więcej pomóc mu nie możemy. Mam nadzieję, że będę mogła z nimrozmawiać. Wtedy udzielę państwu bliższych informacji”. Z więzienia Cuprysiowi udaje się uciec. Przedostaje się w okolice Więcborka. Pod fikcyjnymi danymi, jako Jerzy Lewandowski, zatrzymuje się u znajomych w Złotowie. Najprawdopodobniej stamtąd pisze jeden z ostatnich listów do rodziców w Siedliskach. Pismo nosi datę 12 października 1945 r. „Kochani Rodzice. Bardzo was przepraszam, że tak długo nie dawałem znaku życia o sobie, ale tak wypadło, że nie miałem możliwości. Wierzę, że martwiliście się o mnie, ale i ja się trochę martwiłem o was, bo wiecie, jakie to teraz czasy. Ciekaw jestem, co tam u was słychać, czy wszyscy zdrowi w domu. Jak tam poszło ze żniwami no i z kopaniem kartofli. Czy tato robi jeszcze dalej w tej kuźni, czy wreszcie zakończył już raz tę paskudną pracę. Jak tam się chowa Milusia (siostra Emilia – red.) i co jest z Józkiem (brat). Jak ze zdrowiem babci. Czy jeszcze daje sobie radę koło siebie. U mnie nie ma nic nowego wszystko po staremu. Życie płynie tak z dnia na dzień. Nadchodzi zima. Trzeba trochę zaopatrzyć się w ciepłą bieliznę no i w opał czy żywność. Niepotrzebnie mam ścięte włosy, bo zima nadchodzi i w głowę będzie trochę zimno. Tak na ogół to sami sobie wyobrażacie, jak sytuacja się przedstawia. Może uda mi się wpaść do was na Boże Narodzenie i zjeść razem obiad wigilijny. Kończę. Pozdrawiam wszystkich serdecznie. Zasyłam siostrom i bratu moc szczerych życzeń. Wasz syn, Milek”. Z okolic Sępolna, Złotowa i Wieczorka zbiera Cupryś ukrywających się żołnierzy i tworzy oddział. On sam przyjmuje pseudonim „Hardy”. Prowadzi akcje rekwizycyjne, propagandowe i represyjne w stosunku do sługusów Moskwy. 8 sierpnia 1946 r. Cupryś udaje się na spotkanie z łącznikiem w Więcborku. Najprawdopodobniej na skutek donosu UB zastawia na niego pułapkę. Kiedy Cupryś orientuje się, że jest śledzony, próbuje uciec obławie. Jednak dosięga go kula ubeka. Tak to zdarzenie relacjonuje Stanisław Masiak, jeden ze świadków śmierci Emila Cuprysia. „Byłem z nieżyjącymi już, niestety, kolegami na więcborskiej promenadzie. Nagle w okolicy ogródka jordanowskiego, w miejscu zburzonej żydowskiej bożnicy, rozległo się kilka strzałów. Trafiły one w plecy uciekającego Cuprysia. Ugodzony został w momencie skoku przez niewysoki płotek. Ubek, który go zastrzelił, cały się trząsł. Kiedy Cupryś padł, dobiegli do niego ubecy i go przeszukali. Widziałem, jak z jednej z kieszeni wyciągnęli ryngraf z Matką Boską i orłem w koronie”. Emil Cupryś został pochowany na cmentarzu w Więcborku. Jego grobem opiekowali się tamtejsi mieszkańcy, którzy pamiętali o wyklętym bohaterze. Rodzinie Cuprysia z Siedlisk wiele lat zajęło poznanie dziejów ich krewnego, którego wojenne losy rzuciły na drugi koniec kraju. “- W naszym domu wujek był tematem tabu – opowiada Leszek Szpiech, siostrzeniec Emila Cuprysia. – Wiadomo było tylko, że zginął w walkach. Rodzice ostrzegali mnie, aby za dużo o nim nie mówić. Co jakiś czas odwiedzali nas funkcjonariusze i wypytywali rodziców o wujka Emila i jego kolegów, chociaż dobrze wiedzieli, że on nie żyje. Babcia opowiadała mi, jak w czasie wojny wujek przyjechał furmanką wypchaną karabinami i skrzyniami z amunicją. Tę broń trzymał kilka dni w domu, więc wszyscy okropnie się bali, bo gdyby Niemcy znaleźli ją, to rozstrzelaliby całą rodzinę.” 14 września 2001 r. Okręg Bydgoszcz Światowego Związku Żołnierzy AK, Koło Terenowe w Sępólnie Krajeńskim Żołnierzy Wołyńskiej Dywizji Piechoty, ufundował kapitanowi Emilowi Cuprysiowi okazały nagrobek wraz z niewielkim pomnikiem.
Narzeczona szuka mogiły kpt. Cuprysia
Artykuł z Gazety Pomorskiej z dnia 16.09.2007r., autorPani Marietta Chojnacka
Zofia Norberciak i kpt. Emil Cupryś vel Jerzy Lewandowski na spacerze w Warszawie. fot. arch. Tego lata, po ponad 40 latach, warszawianka Zofia Norberciak – Mikołajewska przyjechała na Krajnę odwiedzić rodzinę.
Wcześniej bała się wspomnień. Od momentu odwiedzin grobu narzeczonego wątpliwości jej nie opuszczają. Czy w mogile w Więcborku faktycznie spoczywa jej ukochany kpt. Emil Cupryś, który wsławił się w akcjach zbrojnego podziemia na Krajnie? Jak warszawianka trafiła do Sypniewa, gdzie poznała słynnego akowca Emila Cuprysia vel Jerzego Lewandowskiego ps.” Łoś”” “? Ano cztery siostry Norberciak pochodziły z patriotycznej rodziny, a dwie – porucznik Danuta Orłowska i porucznik Sabina Massalska – wsławiły się w Powstaniu Warszawskim. Jej trzecia siostra, Władysława Skierkowska, ze zrujnowanej Warszawy w 1945 r. przyjechała z mężem na Krajnę do Sypniewa, gdzie prowadzili młyn. Ubowcy, maruderzy i akowcy Sypniewo koło Więcborka było wówczas bardzo niebezpiecznym miejscem. Zajęli je w większości osadnicy ze wschodniej i centralnej Polski. Wśród nich Skierkowscy. A w lasach pełno było niemieckich maruderów, którzy pod osłoną nocy straszyli nowych sypniewian użyciem broni albo podpaleniem domostwa.
W takim środowisku pojawiły się grupy podziemia zbrojnego AK. W opuszczonych gorzelniach, młynach, a potem leśnych bunkrach schronienie znaleźli przyszli członkowie oddziałów “Dula”, “Głowiaka” oraz “Hardego”, który po rozbiciu już jako “Mały” stworzył kolejny oddział. W kilku z nich działał kpt. Emil Cupryś znany wtedy jako Jerzy Lewandowski o pseudonimie “Łoś”. Na Krajnę przyjechał opromieniony sławą zdolnego akowca z Rze-szowszczyzny. Jako członek zbrojnego podziemia współpracował z oddziałami słynnego “Łupaszki”. Do takiego Sypniewa, w którym ubecja co rusz organizowała naloty na “dywersantów” nieakceptujących sowieckich wpływów w Polsce, trafiła śliczna i młodziutka Zofia Norberciak. Przyjechała do siostry ze zrujnowanej Warszawy ze wspomnieniami Powstania Warszawskiego, tułaczki po wypędzeniu z Warszawy, aby trochę się podkarmić w młynie szwagra i pożyć na wsi. – Tu poznałam największą miłość mojego życia – wspomina Zofia Norberciak-Mikołajewska. – Wtedy on był dla mnie Jurkiem Lewandowskim. Nasze nocne rozmowy pamiętam jak dziś. Zaufał mi, zdradził prawdziwe nazwisko – Emil Cupryś – i dał adres brata w Rzeszowie, który był tam nauczycielem.
Po wakacjach młodziutka zakochana Zofia wróciła do Warszawy. Miłość musiała być wielka, skoro tropiony przez ubecję kapitan miesiąc przed swoją śmiercią pojechał do narzeczonej. – Lipiec 1946 r. był piękny, ale dla nas smutny – mówi warszawianka. – Jurek jakby przeczuwał zbliżającą się śmierć. Mam nasze zdjęcia z tamtego lata w Warszawie i to jedyna pamiątka, która mi po nim została. Cyganka prawdę ci powie Zofia jak fatum wspomina wróżbę Cyganki w Parku Skaryszewskim. – Choć w przepowiednie nie wierzę, to jak dziś słyszę jej słowa skierowane do mnie i Jurka: “Pan nie jest stąd, pan jest z lasu, a pani za miesiąc dostanie złą wiadomość” – cytuje. – I minął miesiąc, a rodzina z Sypniewa zawiadomiła mnie, że Jurka zastrzelono na ulicy w Więcborku.
Córka Władysławy Skierkowskiej, Zofia Dropińska z Więcborka, pamięta opowieści o miłości cioci Zofii i kapitana Cuprysia. PRL to nie był dobry czas dla chłopców z AK. – Baliśmy się. Każdy robił swoje, najwyżej w domu można było swobodniej rozmawiać – przypomina stalinowskie czasy Teresa Dropińska. Zofia po śmierci Emila Cuprysia długo nie mogła ułożyć sobie życia. – Po Jurku każdy wydawał mi się nijaki, nieodpowiedni – zdradza. – W końcu po latach wyszłam za mąż. Małżeństwo było nieciekawe, już jestem wdową. Ale mam wspaniałą córkę, która mieszka w Anglii. To nie może być kpt. Cupryś Tego lata odważyła się na przyjazd do Więcborka do siostrzenicy Teresy Dropińskiej. I wspomnienia odżyły. Pochodziła po Sypniewie, trafiła na cmentarz w więcborskim Lasku Miejskim, gdzie w stanie wojennym działacze “Solidarności” odkryli mogiłę kpt. Emila Cuprysia, a w 2001 r. odsłonili pomnik na mogile oficera AK wydanego i zamordowanego 8 sierpnia 1946 r. w Więcborku.
Dropińscy pokazali jej wycinki z miejscowego tygodnika i wtedy przeżyła kolejny szok. – Opublikowane zdjęcie Emila Cuprysia nie było jego zdjęciem – zapewnia. – On inaczej się czesał. Nigdy nie nosił okularów, bo miał świetny wzrok. Wystarczy porównać moje zdjęcia z tym opublikowanym. Czy grób w Lasku Miejskim faktycznie skrywa ciało kpt. Emila Cuprysia? Zofia Norberciak-Mikołajewska chce to wyjaśnić. Obiecała sobie, że nawiąże kontakt z bratem jej ukochanego. Może w wyjaśnieniu tej tajemnicy pomogą Czytelnicy “Gazety Pomorskiej”? Jest i inny wątek, bo część akowców sądzi, że Emil Cupryś to “Hardy” i “Mały” – szef oddziałów zbrojnych działających na Krajnie. Historycy jednak uważają, że “Hardy” i “Mały” to pseudonimy akowca Władysława Chelińskiego, który był przez lata poszukiwany w Polsce, a podobno wyjechał z bratem do Wielkiej Brytanii. A kpt. Cupryś był jedynie członkiem jego grupy. Czekamy na listy – “Gazeta Pomorska”, ul. Młodzieżowa 35, 89-604 Chojnice lub maile. * Podczas pisania artykułu korzystałam z opracowania dr Alicji Paczoskiej z bydgoskiej delegatury Instytutu Pamięci Narodowej pt. “Zbrojne podziemie w powiecie sępoleńskim w latach 1945-1947”. Marietta Chojnacka

Opublikuj w mediach społecznościowych