Jerzy Pieszkański – podporucznik Polskiej Marynarki Wojennej, uczestnik wojny polsko-bolszewickiej, odznaczony Krzyżem Srebrnym Orderu Virtuti Militari.

Urodził się w roku 1900 w Ustiużnie (Gubernia nowogrodzka). Edukował się w Korpusie Morskim w Petersburgu.

Do Polski przybył po 11 listopada 1918 i został przyjęty do Marynarki Wojennej.

W dniu 30 lipca 1920 objął dowództwo nad statkiem uzbrojonym O.R.P. „Moniuszko” z III Dywizjonu Statków Uzbrojonych Flotylli Wiślanej, którym patrolował Wisłę na odcinku Warszawa – Modlin – Wyszogróg – Płock – Włocławek oraz holował berlinki z amunicją, na trasie z Modlina do Torunia.

W dniu 14 sierpnia rano z Torunia w górę rzeki wyruszył holownik „Moniuszko” ciągnący za sobą dwie berlinki z materiałami wybuchowymi. Był to statek cywilny, nie opancerzony, doraźnie dla potrzeb wojska uzbrojony w cztery karabiny maszynowe i działko 37 mm. Moniuszko w okolicy Łachy Ciechocińskiej dogania holownik „Lubecki”, który płynął z dwiema berlinkami z zaopatrzeniem i mija go na wysokości Nieszawy. Nie bacząc na ostrzeżenia dozorcy nurtu o bolszewikach okopujących się w Bobrownikach, ppor. Pieszkański płynie dalej. W pobliżu Rybitw polscy marynarze dostrzegają grupę Rosjan, którzy krzyczą by statek przybił do prawego brzegu. Odpowiadają im seriami z karabinów maszynowych zabijając lub raniąc kilku z nich. Reszta wrogów salwuje się ucieczką. „Moniuszko” płynie dalej. Gdy dopływa do ruin bobrownickiego zamku dostaje się pod silny ogień bolszewickich kulomiotów. Porucznik Pieszkański wydaje rozkaz otwarcia ognia lecz bój jest nierówny. Bolszewicy ukryci są za grubymi murami zamku a „Moniuszko” znajduje się na otwartej rzece w miejscu, w którym ma ona zaledwie 400 m. szerokości. Zaraz na początku strzelaniny ranny w głowę i nogi zostaje kapitan statku 39 letni Józef Mizera. Trafiony, spada z mostku do Wisły i tonie. Ster przejmuje por. Pieszkański i prowadzi statek jednocześnie kierując ogniem. Ranni zostają palacz i dwóch marynarzy. Statek przeszyty kulami wroga poniżej linii wodnej zaczyna nabierać wody. Pieszkański kieruje go w stronę lewego brzegu rzeki, osadza na mieliźnie i rozkazuje by wszyscy opuścili statek polecając dodatkowo by marynarze zabrali ze sobą karabiny maszynowe z amunicją. Po usadowieniu się na brzegu Polacy kontynuują ostrzeliwanie wroga mimo, że dwóch marynarzy jest rannych: Aleksander Jenczelewski pięciokrotnie, Wojciech Pyszczyński dwukrotnie. W walce wyróżniają się dwaj marynarze: Plutonowy Lipecki i Kalinowski, który dwukrotnie pod kulami przedostaje się na „Moniuszkę” i przynosi ze statku amunicję. Po wyczerpaniu się amunicji porucznik Pieszkański wydaje rozkaz marynarzom aby odnaleźli oddziały polskie i powiadomili je o przeprawianiu się bolszewików przez Wisłę. Sam pozostaje by pomóc ukrytej za burtą statku podróżującej „Moniuszką” pannie Drozdowskiej wdrapać się na stromy brzeg rzeki. W trakcie tego zostaje ranny w obie nogi i nie może zupełnie iść. Poleca dziewczynie aby go zostawiła i ukryła się w zaroślach ponieważ Rosjanie zaczęli już przeprawiać się na łodziach w ich kierunku.

Widząc zbliżającego się wroga bohaterski porucznik oddaje jeszcze strzał z karabinu ale zaraz po tym zostaje zastrzelony a jego ciało przekłute bagnetami. Bolszewicy rozbiegają się po brzegu, nie zauważają panny Drozdowskiej

Początkowo podporucznik Pieszkański został pochowany w pobliżu Mikorzyna (wieś Włoszyca), jednakże po kilku dniach jego ciało zostało ekshumowane i przewiezione statkiem do Włocławka. Na bulwarach czekał kondukt pogrzebowy złożony z duchownych dowództwa miejscowego garnizonu, załóg statków rzecznych oraz licznie przybyłych mieszkańców pragnących oddać hołd bohaterom poległym w obronie miasta przed nawałnicą bolszewicką. „Trumnę ze zwłokami porucznika Jerzego Pieszkańskiego nieśli przez całe miasto marynarze ubrani w galowe mundury. Jego trumnę złożono do grobu w kwaterze zwanej „Kwaterą Obrońców Wisły 1920 roku”. Na grobie umieszczono sentencję „Nigdy nie widziałem matki Ojczyzny, Przywędrowałem do niej i spełniłem swój dług Polaka”

 

Dekretem Wodza Naczelnego marszałka Józefa Piłsudskiego (dekret L.3306) ppor. śp. Jerzy Pieszkański z Flotylli Wiślanej został odznaczony Srebrnym Krzyżem Orderu Wojennego Virtuti Militari (nr krzyża: 4165) oraz awansowany pośmiertnie do stopnia porucznika marynarki wojennej. Awans oraz odznaczenie nastąpiły na wniosek dowódcy Flotylli Wiślanej – kpt. mar. Bohdana Jarocińskiego, szefa Departamentu dla Spraw Morskich M. S. Wojsk. – kontradm. Kazimierza Porębskiego oraz dowódcy Frontu Północnego – gen. broni Józefa Hallera.

W miejscu śmierci porucznika marynarki Jerzego Pieszkańskiego, we wsi Włoszyca mieszkańcy ustawili krzyż. W drugą rocznicę „cudu nad Wisłą” ściągnięto duży głaz i wyryto na nim napis: „Tu zginął śmiercią bohatera w obronie Ojczyzny 14 sierpnia 1920 r. por. mar. Jerzy Pieszkański, kawaler Orderu Virtuti Militari”. W kamień wbetonowano krzyż z metalowej rurki. W latach następnych w czasie okupacji hitlerowskiej miejscowa ludność w obawie przed zniszczeniem obeliska odwróciła głaz, aby nie było widać na nim napisu. Głaz przetrwał wojnę i w 25. rocznicę bohaterskiej śmierci porucznika J. Pieszkańskiego odwrócono kamień i wymieniono skorodowany krzyż. Stanisław Miękczyński, kowal z Lubania, wykonał krzyż, który umocował w pamiątkowym głazie. W latach Polski Ludowej oficjalnie zapomniano o pomniku ale miejscowa ludność pamięci tej się nie wyzbyła. Kobiety paliły pod głazem świeczki, łącząc się w myślach z bliskimi, poległymi w czasie wojny.

 

tekst na podstawie: wikipedia.pl oraz http://bobrownikinadwisla.pl

Aktualizacja.

W Dzień Zaduszny 2 listopada udało mi się dotrzeć do miejsca, w którym zginął Jerzy Pieszkański. Zapaliłem symboliczne światełko od Bydgoskich Patriotów. Miejsce urokliwe.. muszę tam wrócić za dnia.

Opublikuj w mediach społecznościowych